Jest to kolejne wnętrze Kelly Hoppen, które mnie zwyczajnie rozłożyło na łopatki. Czyste, ale nie sterylne. Modne, ale nie modniarskie. Nowoczesne, ale nie zimne.
Przypomina wielkomiejskie “studio” z oszczędnym, wyrafinowanym kodem kolorystycznym. Jak zwykle na wysokości zadania stanęły: biel, brąz w odcieniu gorzkiej czekolady, czerń – i prawdziwa żółć, która pogrzmiewa w rytmicznej kompozycji na stole. Zwróćcie uwagę jaki to prosty sposób na nowego koloru!
Dzięki “drapieźnym” elementom jadalnia świetnie wpisuje się w cykl “miejska dżungla”
ale nie ma nic wspólnego z kiczowatymi często salonikami łowieckimi. Podłogę ociepla pasiasta zebra, zaś przy stole dumnie królują dwa fotele z motywem krokodyla i w skórze źrebaka. Do tego tematu proponuję podejść z lekkim przymrużeniem oka – chrońmy zwierzęta! A teraz dodatki – wszystkie funkcjonalne: świetna przeskalowana lampa biurkowa w roli podłogowej, miękki abażur przeniesiony niemal znad stołu bilardowego i nonszalancko oparte o ścianę lustro w białej, masywnej ramie.
Sam szyk!
